********

Wiadomość z ostatniej chwili – „W związku z rozwojem epidemii koronawirusa, na polecenie Adama Niedzielskiego, ministra zdrowia, NFZ zaleca ograniczenie do niezbędnego minimum lub czasowe zawieszenie udzielania świadczeń wykonywanych planowo” – podaje Narodowy Fundusz Zdrowia.

Bardzo brzydkie słowa się mi cisną na usta………

Czekam na operację, w normalnej sytuacji byłabym już dawno po, ale nie, bo koronawirus i za duże ryzyko. Teraz się okazuje, że jeszcze sobie poczekam, co tam, że boli tak, że nie da się normalnie funkcjonować bez środków przeciwbólowych i to coraz silniejszych. Będę mieć operację pewnie dopiero jak mi całkiem rozwali nerkę i trzeba będzie „ratować życie”.

Wkurzona jestem na maksa.

Jakim trzeba być cynicznym dupkiem, żeby wydać takie zalecenie. Ludzie umierają, bo pozbawiono ich opieki zdrowotnej, a ta łajza ogłasza coś takiego ????

Inny świat.

Fajnie byłoby mieć takie możliwości….. Jedna część mnie śpi sobie w najlepsze, a druga część w tym samym czasie czyta. Ile to daje możliwości… te wszystkie książki, na które ciągle brak czasu, te wszystkie filmy, które można obejrzeć nie zarywając nocy…… Wielka szkoda, że to tylko filmowa fikcja, naprawdę wielka szkoda. Nie wiem, czy kiedykolwiek człowiek osiągnie taki poziom rozwoju, raczej słusznie mogę założyć, że nie stanie się to za mojego życia. Więc niestety na razie trzeba pozostać przy starych metodach i wybierać….. albo wyspanie i przytomny wzrok następnego dnia, albo….

To kadr z filmu „Doktor Strange”, nadrabiam zaległości filmowe z ostatnich lat, sporo się tego uzbierało. Niestety z większością filmów muszę poczekać, aż dzieci wreszcie zasną, a potem kończę seans o drugiej w nocy. I nie byłoby problemu, gdyby nie obowiązki, muszę rano zawieź syna do szkoły, jechać do pracy….. niestety do tej mojej wymarzonej emerytury jeszcze daleko.

Choinka 2021 styczeń.

Jedna jedyna zabawa blogowa, na którą się zapisałam. Trochę nowych ozdób na choinkę by się przydało, a to jest pewna motywacja. Jak będzie z realizacją, to się okaże w trakcie……..

Na dobry początek pierwszy z serii skrzatów.

I początek robótki- materiał kanwa 20 ct, muliny różne resztkowe w jedną nitkę. Że resztkowe dobrze widać, jedna nitka w trochę innym odcieniu czerwieni, ale że będzie z tyłu i mało widoczna, to się już mi nie chciało pruć….

A to już wszystkie wyszyte krzyżyki, teraz zaczyna się zabawa……..

Nos skrzata wyszyłam ściegiem na podkładzie, żeby był wypukły. Z profilu ładnie to widać. Wysokość skrzata to tylko 7 cm.

Ze śniegiem też skrzata zapoznałam 🙂

Pozdrawiam serdecznie 🙂

Pokrewne dusze – odsłona 9.

Dawno już nie pokazywałam mojego kolosa, ale to nie znaczy, że nic przy nim nie robię. Pomału, bo pomału i bardzo opornie jednak przybywa nowych krzyżyków. A to już stan z dzisiaj rano. 🙂

Naciągnęłam sobie kanwę na wysokość 2 rzędów kartek z wzorem, ale niestety, okazało się, że mam za krótkie ręce. 🙂 Problemem jest złapanie igły od spodu. Przy pierwszej stronie jeszcze próbowałam, gimnastykowałam się tak i owak, ale i tak nie udało się wyszyć ostatnich trzech dziesiątek. Przy następnej już sobie odpuściłam i wyszywam dopóki mogę wygodnie dosięgnąć.

Pozdrawiam serdecznie i zimowo (nareszcie). 🙂

Kocyk.

Witajcie w nowym roku. 🙂 Żadnych podsumowań ubiegłego na blogu nie robię, szkoda zachodu. Niewiele powstało, ogólnie to był rok niedokończonych planów. 🙁

Jedną z niewielu rzeczy, jakie udało się mi w całości wykonać, jest koc ze sprutek. Recyklingowo, czyli ekologicznie. 🙂

Koc ma wymiary 150 x 150 cm i zużyłam na niego 2 tuniki, 2 sweterki i nieużywaną chustę. Całość wykonana słupkami szydełkiem nr 2. A poniżej etapy powstawania

Dobrze grzeje i bardzo się przydaje przy wieczornych posiedzeniach przy kompie lub hafcie.

Pozdrawiam serdecznie. 🙂

Spokojnie.

Bardzo lubię takie dni, kiedy na spokojnie mogę się zająć tym, co sobie zaplanowałam. Nikt ani nic mnie nie ściga i nie pogania. Pełen relaks. 🙂 Wyciągnęłam z głębin szafy maszynę do szycia i w końcu przerobiłam starą poszwę na dwa prześcieradła.

Ponieważ maszyna do szycia to zdecydowanie nie moja bajka zajęło mi to kilka godzin. Ale skoro już ją wyjęłam powstały też nowe zasłonki, do kompletu z kupioną niedawno firanką. To też nie było nic skomplikowanego, po prostu przeciełam na pół dużą zasłonę ze starego mieszkania. Mogę uznać, że tym razem wygrałam z maszyną i nawet żadnego palca sobie nie przyszyłam. 🙂

Od razu zrobiło się w pokoju jaśniej i świeżo. No i potrzebowałam chociaż takiej malutkiej zmiany. Niczego więcej tu zmienić nie mogę, żadnego mebla się nie da przesunąć, jest na to za ciasno. A o pozbyciu się grzyba można tylko pomarzyć…………. Najgorzej jak sie wyciągnie z szafy jakiś rzadko używany ciuch, bo pachnie bardzo nieciekawie…… A wyjęłam mój ulubiony swterek, w którym przetarły się już rękawy.

Moja maszyna nie szyje dzianiny więc będę go przerabiać ręcznie, żeby jeszcze trochę posłużył. Będzie miał teraz rękawki w długości 3/4.

Pozdrawiam serdecznie, 🙂

Pustaczki :)

Moje autko służy mi ostatnio do różnych celów nieprzewidzianych przez konstruktora. Na przykład do transportu materiałów budowlanych. 🙂

Cztery pustaki zmieściły się w nim idealnie. Ostatnia sobota wreszcie miała odpowiednią temperaturę w dzień i mogłam „zabawić się” w murarza.

To jest strop na piętrze, jak widać równo z otworem okiennym. Na logikę biorąc to coś tu jest nie tak z tymi poziomami, przecież na te deski przyjdzie jeszcze ocieplenie, a potem właściwa podłoga. Oczywiście majster zignorował moje polecenie podniesienia muru, jak zresztą i parę innych uwag. Ta ekipa budowlana to historia na zupełnie inną opowieść, może kiedyś opiszę jakie miałam z nimi przeprawy. Ale teraz sama się zajęłam poprawieniem tego bubla. 🙂 Niestety trzeba było zacząć od wtargania na górę po drabinie tych czterech pustaczków. Ja o nich tak pieszczotliwie, ale leciutkie to one wcale nie są, oj nie. 🙂

Po przymiarce okazało się, że trzeba je trochę skrócić więc w ruch poszła ręczna piłka.

Potem zaprawa cienkowarstwowa i voila – oto efekt z jednej strony.

Potem to samo powtórzyłam na drugim otworze i teraz, moim zdaniem, wygląda to dużo lepiej. Dzisiejsze samopoczucie pominę za to litościwym milczeniem. 🙂

Pozdrawiam serdecznie. 🙂

Zośki i Dobroszki.

Przysypało nas dzisiaj ślicznie na biało, były dobre warunki, by obfotografować ostatnie chusty. No i oczywiście pokazać wszystkie razem.

Różowa dla córki, zielonoszara na prezent dla kuzynki. Wszystkie chusty wydziergane z ostatnich wyszperanych w zapasach motków Sonaty według wzorów Ani Lipińskiej.

Następne dwie już dla mnie, białą bardzo polubiłam, jest nieduża z niecałego motka i świetnie się ją nosi.

Przy tej nie udało się mi utrafić realnego koloru – to jest taki blady landrynkowy róż.

A teraz wracam do dziergania, aktualnie na tapecie kocyk ze sprutek. Ręce zajęte, ale głowa ciągle pracuje, chociaż bardzo się staram wyłączyć myślenie o tym co będzie. We wtorek mam wizytę u lekarza, będą już wyniki tomografii……. żyję nadzieją, że nie będzie zbyt źle. 🙂

Pozdrawiam serdecznie 🙂