Udało się, hura! 🙂
A wszystko przez tego łobuza, jak miałam już tyle to się zorientowałam, że ten haft to wcale taki mały nie jest 🙂
Ale dzielnie nocami dłubałam dalej, aż wyszyłam ostatnia kreseczkę.
A po wypraniu i prasowaniu prezentował się tak:
Potem go zeszyłam, wypchałam i pod spodem przyszyłam filcowe kółko.
Jeszcze wieszaczek i już można go pokazać we właściwym otoczeniu:
Całe 12 cm wzrostu, mulina Ariadna w dwie nitki i już resztki koszmarnej kanwy ze sklepiku z materiałami.
Przez tego gentlemana zaniedbałam zupełnie zabawę kartkową u Uli K. i rzutem na taśmę skleciłam dziś wieczór taką karteczkę:
Miało być zupełnie coś innego, bo pierwsze skojarzenie z hasłem „Śnieżynka” to była postać ze starej ruskiej kreskówki. Wyszło jak widać, szału nie ma, bo też i w moim pudle z kartkowymi przydasiami zaczyna prześwitywać dno……ale póki co , to muszę się pozbierać po pierwszych szkolnych wydatkach 🙂
Pozdrawiam serdecznie, dziękuję za komentarze 🙂































