Na grzyby by sie szło….

Robótki poszły w kąt – ich miejsce zajęło grzybowe maniactwo.
To są zbiory z soboty – 2 osoby i około 3 godziny w lesie.

A to dzisiejsze – miedzy mszą a obiadem 🙂

Prawie same prawdziwki i trochę siniaków(podgrzybków).  Suszarka chodzi praktycznie na okrągło, a godzin spędzonych na obieraniu to nawet nie liczę. Bardzo się przyjemnie zbiera, tylko potem w domu zaczyna się ta właściwa robota. U nas się grzyby czyści bardzo dokładnie, nie może być nawet śladu, ze tam wędrował jakiś robaczek. Niektórzy ludzie twierdzą, że robaki uciekają w trakcie suszenia, ale mnie to jakoś nie przekonuje. Poza tym, może i robak ucieknie, ale to co strawił zostaje….. bleee
Jutro na obiad sosik grzybowy – w ilościach szkodliwych dla wątroby, ale … raz do roku można zaszaleć 🙂
No i będę mogła w razie czego poleżeć – dzieci jutro nie ma przez pół dnia…… jak ja się bardzo cieszę, że te wakacje już się skończyły….. teraz sobie troszkę odpocznę – ta cisza i spokój….. marzenie.
Pewnie się zaczną inne problemy – nie wiem jak Mały się zaaklimatyzuje w przedszkolu, czy nie będzie płakał za mamą, jak sobie córka poradzi w zerówce, itp., itd…… no cóż – pożyjemy, zobaczymy….

3 thoughts on “Na grzyby by sie szło….

  1. Też po cichutku cieszę się, że wakacje się skończyły. Grzybów zazdroszczę bo wokół mnie niby Bory Tucholskie a przez suszę nawet trujących nie ma. Pozdrawiam:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.