Kategorie
Nowy dom

Nic nie robię :)

Teoretycznie nic nie robię, a raczej nie mam nic do pokazania. Całkiem innego rodzaju „robótki” pochłonęły mnie bez reszty….. a moim głównym narzędziem rękodzielniczym przez całe lato i jesień zamiast igły była łopata. 🙂

Tak się stało, że jestem teraz właścicielką działki z trochę zrujnowanym budynkiem gospodarczym i przede mną długa droga, aby zamienić go w nasz nowy dom. Na temat biurokracji i wszelkich zgód i pozwoleń nic nie będę pisać, bo od samego myslenia o tym brzydkie słowa cisną się na usta….. Póki co walczę z dzikim bzem, pokrzywami, jałowcem i tym podobnymi atrakcjami. 🙂 Taki przykładowy widoczek z początku lata.

Potem wskutek wytężonej pracy zachodziły zmiany 🙂

a tak ten kawałek wyglądał później

Pozbyłam się też takiej sporej dziury w podwórku

A tu już jest teren przygotowany pod zasianie trawki.

A ja się zabrałam za pozbywanie się spróchniałej starej wiśni i innych bezużytecznych krzaków uzbrojona jedynie w ręczną piłę do drewna i sekator. Ale daję radę, a nawet zabrałam sie już pomału za wnętrze budynku.

To takie małe wyjaśnienie, dlaczego mnie tutaj tak mało i prawie wcale się nie udzielam w blogosferze.

Kategorie
Nowy dom

193. Zwariowałam :)

Tak dokładnie, zwariowałam, na mózg się mi rzuciło i tak dalej….. Czasu na krzyżyki jak na lekarstwo, a co ja najlepszego robię ? Otóż zabieram się pomału za kolejny duży projekt……
A zaczęło się niewinnie – od promocji w pasmanterii Haftix.
Taki ładna obniżka ceny na mulinę DMC i jeszcze mam trochę ekstra kasy, bo nie wydałam jeszcze wszystkiego :):) No to złożyłam takie „skromne”zamówienie.

Wszystkie brakujące kolory muliny DMC, do obrazu, który roboczo określam „Elf i smok”.
Po czym spędziłam trzy pracowite wieczory nawijając mulinę na bobinki, i tadam – oto wszystkie 98 kolorów..

można zaczynać…..
Jeszcze się tylko waham pomiędzy 18 a 20 ct.
No i jak tu wcisnąć ten haft w mój grafik, to jest dopiero zagwozdka…. może by tak przestać pracować, ostatecznie poza wypłatą innych korzyści z pracy brak.  Oczywiście żartuję, w mojej sytuacji brak tej wypłaty byłby poważnym problemem.
Komuś tam obiecałam,że się pochwalę moim grafikiem, zdjęcie mu zrobiłam z tydzień albo dłużej temu.

Wiadomo – różowy córka, niebieski – syn, pomarańczowe – lekarz, ortodonta itp, żółte – wspólne dla obojga. Na razie ten system zdaje egzamin, najtrudniej jest gdy mamy zbiegi różnych terminów, wtedy się muszę trochę pogimnastykować jak to ustawić i z czego zrezygnować. Przykładowy jutrzejszy poniedziałek
– na 7.15 muszę ich odstawić na szkolny autobus, jadę wtedy spokojnie do pracy na 8.00, pracuję do 12-tej, no chyba że coś się wydarzy, córka ma 6 lekcji więc mam godzinkę na zakupy, odbieram oboje ze szkoły, wracamy do domu na obiad, potem odrabianie lekcji, na szczęście w ten poniedziałek syn nie ma spotkania z logopedą tylko o 16.45.  trening piłkarski, a o 17.00 córka na różaniec(III klasa, wiadomo:)).
O 18-tej mam zebranie rady rodziców – obowiązkowe.
Najpóźniej do 20.30 dzieci wylądują w łóżkach i w tedy dopiero „mam czas” na wszystko inne……
co z reguły kończy się pójściem spać w dniu następnym….. Dodam do tego, że mieszkamy na wsi bez komunikacji publicznej i wszędzie muszę dojechać sama. I chociaż niektórym trudno w to uwierzyć, ale takie życie się mi podoba. Po prostu „chce mi się” 🙂
I tym optymistycznym akcentem kończę i pozdrawiam serdecznie 🙂