Jesienna wymianka czekoladowników.

Zapisałam się na wymiankę – ostatecznie lubię i jesień, i czekoladę. 🙂

Moją parą została Marta z bloga https://evipassjonatka.blogspot.com/

Ode mnie do niej poczta zaniosła taki czekoladownik 🙂

Dołożyłam do tego jakieś drobiażdżki typu cekinki, wstążka, itp, ale oczywiście zapomniałam zrobić foto całości przesyłki. 🙂 Mam jedynie nadzieję, że wymiankowy podarunek się spodobał i umilił jesienne wieczory.

Kilka słów o samym hafcie – wykonany na idzie zwiegart 20 ct pojedynczą nitką Ariadny. Wzór mój własny na podstawie grafiki Tatyany Markovtsev https://feeltheline.com/ Dołożyłam nitki pajęczyny z kropelkami rosy i kilka osobiście pokolorowanych tekturkowych liści.

A taki prezent dostałam od niej, dziekuję ślicznie 🙂

Komplecik.

Biało- zielony komplecik wydziergany na szydełku.

całość
sama spódniczka
i zbliżenie na wzorek

Zrobione ściśle według wytycznych i z wybranych kolorów. Brakuje oczywiście guziczków, ale to już nie moje zmartwienie. 🙂 Nie jestem zadowolona z tej robótki….. ciąle sie mi wydaje, że coś jest nie tak. Może to tylko moja niechęć do zielonego w ubraniach. 🙂

Krasiczyn i Bolestraszyce.

Jakoś ciężko się zaczął ten rok szkolny, to dla odreagowania trochę wspomnień z ostatniej wakacyjnej wyprawy. Kolejny zdobyty zamek, czyli Krasiczyn.

Z zewnątrz prezentuje się pięknie, szkoda, że wnętrza nie odpowiadają tej okazałości. No cóż, historia wojenna i powojenna nie oszczędzała Krasiczyna, szczególnie wyczyny krasnoarmiejców mu zaszkodziły. Najpiękniej odrestaurowane wnętrze to kaplica.

Można tu zupełnie legalnie wziąć ślub i w całym zamku widać podporządkowanie tej właśnie działalności komercyjnej.

Trochę bez zastanowienia kupiłam też wejściówki na wieżę zegarową.

To jest widok z dołu:)
A to jest widok z góry 🙂

Nie wiem, jakim cudem się tam wdrapałam, nie dostając przy okazji zawału :):) Ale na drugi dzień poczułam w kolanach te wszystkie stopnie 🙂

A całe popołudnie spędziliśmy w arboretum w Bolestraszycach.

Miałam nadzieję na ładne zdjęcia lilii wodnych, ale susza i tu dała się we znaki. Za to gunnera olbrzymia jest i jak zawsze robi wrażenie. 🙂

Dzieci zachwyciły się wystawą owadów w Muzeum Przyrodniczym.

To coś na zdjęciu jest większe niż moje obie dłonie, bardzo sie cieszę, że nie spotykam takich okazów na codzień. 🙂

A to jedna z wielu instalacji, które oglądaliśmy w części ogrodowej. Bardzo wymowna.

Choinka 2019 – sierpień.

W planach była kolejna gwiazdka czerwoną muliną na kanwie ze złotą nitką, ale jakos się nie mogłam do niej zabrać. Tyle ich już zrobiłam, że się mi zwyczajnie znudziły. Uznałam, że czas najwyższy na zmianę wzoru. A że próby rysowania nie dawały zadowalających efektów, zabrałam się po prostu za wyszywanie, licząc że w trakcie mnie oświeci. 🙂 W wakacje się jednak ciężko myśli, więc poszłam w totalną łatwiznę i wyszło takie coś.

Dorobiłam drugą do kompletu.

No i oczywiście zeszyłam 🙂

A potem jeszcze z rozpędu zeszyłam drugą czerwcową bombkę.

Pozdrawiam serdecznie i jeszcze wakacyjnie. 🙂

Bałtów.

Dzieci już tam wprawdzie kiedyś były, ale ja nie i koniecznie chciałam zobaczyć, co też tak atrakcyjnego jest w tym miejscu. Przyznaję, że się nie rozczarowałam.:)

Naturalnej wielkości modele dinozaurów i trochę wiedzy – dzieciaki to lubią. Żadne z tych stworzeń nie nadaje się na zwierzątko domowe. 🙂 Ale absolutnym hitem jest prehistoryczne oceanarium – technologia 3D + morskie stwory = niesamowite efekty. Tego się nie da opisać, to trzeba po prostu zobaczyć.

A praca paleontologa wcale łatwa i prosta nie jest, jak się można przekonać na własnej skórze, więcej w tym żmudnego stukania młotkiem niż fascynujących odkryć.

A gdy dzieci są już na tyle duże, że z wesołego miasteczka mogą same korzystać, strudzony rodzic może sie podelektować względnym spokojem i miłym chłodkiem od rzeki Kamiennej. 🙂

A oto jeden z głownych powodów wybrania trasy do Bałtowa – w gorący dzień nic nie przebije wodnych atrakcji. Baseny i wodne zjeżdżalnie oraz towarzystwo innych dzieci – po prostu pełnia szczęścia.

Pozdrawiam wakacyjnie 🙂

Minimalistycznie.

Gdzieś tam w internetach znalazłam grafikę z autem, spodobała się mi i zrobiłam z niej schemat na krzyżyki.

Wyszyte na aidzie 20 ct pojedyńczą nitką grafitowej ariadny.

Cały hafcik liczy dokładnie 1824 krzyżyki, oczywiście bez tła.

A to już zastosowanie, czyli opakowanie na merci z przeznaczeniem na urodzinowy prezent dla mężczyzny.

Chyba dobrze wyszło, prawda ?

Pozdrawiam serdecznie 🙂

Zamiast.

Namiastka ciągle niespełnionego marzenia……..

Kiedyś tam odłożę wystarczająco dużo pieniędzy na trzy bilety i zobaczymy taki koncert na żywo….. kiedyś……. mam też nadzieję, że zdążę, zanim czas pokrzyżuje moje plany. I będziemy się tak wspaniale bawić 🙂

I pomysleć, że kiedyś nie cierpiałam dzwięku skrzypiec. Chociaż przypuszczam, że była to wina „lekcji umuzykalniających” w podstawówce – przyjeżdżali do nas co miesiąc bardzo poważni muzycy z filharmonii – i męczyli straszliwie siebie i nas muzyką klasyczną. Wszystko to było takie poważne, drętwe i pełne zadęcia, brrr. Na dokładkę trzeba było potem napisać wypracowanie – czego słuchaliśmy i co sie nam podobało. Oczywiście nie było innej odpowiedzi niż ” wszystko”.:):) A Chopina do tej pory nie lubię, pomimo, że to wielki kompozytor był….

A wystarczy niewiele, żeby nawet ośmiolatek stwierdził, że „to było mega epickie, tylko trochę za długie” 🙂